Рок сытых нулевых: Strachy na Lachy – Piła Tango

Polska wesja niżej

Захотелось послушать какую-нибудь простую музыку – чтобы без экспериментальных звуков и всяких там концепций. И я вспомнил о прекрасной польской группе Strachy na Lachy. Сегодня слушаю их вторую пластинку Piła Tango.

Солист и автор Кристоф Грабовский в 90-х был в другой культовой группе – Pidżama Porno, где позволял себе намного больше. Звук был тяжелее, а в текстах он не стеснялся упоминать, например, проституцию или описывать сценарий убийства депутатов на их торжественной вечеринке.

Но когда даже такие отпетые панки начинают писать добродушные песни для радиоэфира, понимаешь, что общество поменялось. Люди уже не так возмущены, чтобы требовать контркультуру с песнями о перерезанном горле сенатора, да и если продаться, теперь заплатят немало денег – экономика-то крепнет. Для нового этапа в карьере Кристоф собрал другую группу – Strachy na Lachy, пока с первым коллективом ездил в бесконечные прощальные туры.

И можно было бы морщиться, как делают рокеры, стоит только музыкантам записать что-нибудь полегче или популярнее (особенно если услышать самую танцевальную на альбоме Jedna taka szansa na sto). Но Piła Tango показывает, что более доступная музыка необязательно означает творческую капитуляцию. Здесь хорошее качество записи, интересные аранжировки и более явные попытки Кристофа писать поэзию, пусть и не о социально значимых событиях. Лучше всего это заметно на Czarny chleb i czarna kawa о герое, который едет в тюрьму, или в амбициозном десятиминутном финале Na pogrzeb Króla.

Кроме привычных рок- и ска-элементов появляются новые для группы латиноамериканские вайбы на Strachy na Lachy или List do Che. Тягу к местному фолку с заокеанскими жаркими ритмами связывает задорный аккордеон – в итоге получается нестандартное звучание, одинаково понятное и простому радиослушателю в постсоветском пространстве, и эстету на джазовом фестивале.

Moralne salto – один из самых фолковых номеров, который мне напоминает идеи ДДТ или Чижа (и Ко). Но главными хитами остаются Dzień dobry, kocham Cię и заглавный трек. Первый отличается рэгги-инструменталкой, не особо мелодичным куплетом со странным ритмом и очень фестивальным добрым припевом. В Piła Tango тоже интересный ритм, но она более монотонная, и за шесть минут (немало для радиохита!) главная мелодия надёжно заседает в голове.

Слушать альбом на ютубе | споти | apple music

Piła Tango звучит как очень характерная пластинка своего времени: достаточно лёгкая, но всё же литературная и самобытная, чтобы просто затеряться в общей массе попсы. И пусть тут не хватает панковской злости и резкости – зато есть ощущение свободы и спокойствия, когда можно сосредоточиться на мелодиях и историях, а не на своих радикальных взглядах. Ставлю 4.5/5.

Рейтинг: 4.5 из 5.

Rock sytych lat dwutysięcznych: Strachy na Lachy – Piła Tango

Miałem ochotę posłuchać czegoś prostego — bez eksperymentalnych brzmień i wymyślnych koncepcji. Wtedy przypomniałem sobie o świetnym polskim zespole Strachy na Lachy. Dziś wracam do ich drugiego albumu, Piła Tango.

Wokalista i autor tekstów Krzysztof Grabowski w latach 90. działał w innym kultowym zespole — Pidżama Porno — gdzie pozwalał sobie na znacznie więcej. Brzmienie było cięższe, a w tekstach nie unikał choćby tematu prostytucji ani scenariuszy, w których podczas uroczystego przyjęcia mordowani są parlamentarzyści.

Kiedy jednak nawet tacy zatwardziali punkowcy zaczynają pisać pogodne piosenki do radia, można odnieść wrażenie, że zmieniło się całe społeczeństwo. Ludzie nie byli już aż tak wściekli, by domagać się kontrkultury śpiewającej o poderżniętym gardle senatora. A skoro już się sprzedać, to przynajmniej za porządne pieniądze — gospodarka przecież rosła. Na nowy etap kariery Grabowski założył Strachy na Lachy, jednocześnie jeżdżąc z poprzednim zespołem w niekończące się trasy pożegnalne.

Można byłoby oczywiście kręcić nosem, jak robią to rockowi puryści, gdy tylko muzycy nagrają coś lżejszego albo bardziej popularnego — zwłaszcza po usłyszeniu najbardziej tanecznego na płycie Jedna taka szansa na sto. Piła Tango pokazuje jednak, że przystępniejsza muzyka nie musi oznaczać artystycznej kapitulacji. Album jest świetnie wyprodukowany, ma ciekawe aranżacje, a Grabowski jeszcze wyraźniej próbuje traktować teksty jak poezję, nawet jeżeli nie każda piosenka dotyczy ważnych wydarzeń społecznych. Najlepiej słychać to w Czarnym chlebie i czarnej kawie, opowiadającym o człowieku jadącym do więzienia, oraz w ambitnym, dziesięciominutowym finale Na pogrzeb Króla.

Obok charakterystycznych elementów rocka i ska pojawiają się też nowe dla zespołu inspiracje latynoamerykańskie, chociażby w utworach Strachy na Lachy i List do Che. Lokalny folk z gorącymi rytmami zza oceanu łączy energiczny akordeon. Powstaje z tego niecodzienne brzmienie, równie zrozumiałe dla przeciętnego słuchacza radia w Europie Wschodniej, jak i dla bywalca festiwalu jazzowego.

Moralne salto to jeden z najbardziej folkowych numerów na albumie. Przypomina mi pomysły znane z twórczości rosyjskich zespołów DDT albo Czyż i Ko. Największymi przebojami pozostają jednak Dzień dobry, kocham cię oraz utwór tytułowy. Pierwszy wyróżnia się reggae’ową aranżacją, niezbyt melodyjną zwrotką o dziwnym rytmie i bardzo pogodnym, niemal festiwalowym refrenem. Piła Tango również ma interesujący rytm, ale jest bardziej monotonne, a w ciągu sześciu minut — całkiem sporo jak na radiowy przebój — główna melodia zdąży solidnie zapaść w pamięć.

Piła Tango brzmi jak album bardzo charakterystyczny dla swoich czasów: wystarczająco lekki i przystępny, ale zarazem zbyt literacki i oryginalny, by po prostu zginąć wśród przeciętnego popu. Może brakuje tu punkowej złości i ostrości, ale w zamian pojawia się poczucie swobody i spokoju. Można skupić się na melodiach i opowieściach, zamiast w każdej piosence udowadniać własny radykalizm.

4,5/5

Оставить комментарий